czwartek, 10 lipca 2014

Rozdział VI


"Nie nazwłbym słabością zamiłowania do tego,
co piękne.
Może z wyjątkiem zamiłowania do Ciebie."





 Przez pół nocy nie mogłem zasnąć. Ona zaprzątała moją głowę. Wziąłęm prysznic, ale mimo wszystko czułem jej perfumy. Czułem dotyk jej ust na swoim policzku. Jakby żył własnym życiem. Tamto miejsce pulsowało ciepłem. Każdy zakamarek mojego mózgu, a wręcz całe moje ciało było wypełnione jednym słowem, które je napedzało "Hermiona". Przypominałem sobie wczorajszy calutki dzień. Zaczynając od tego jak ją zobaczyłem w drzwiach pubu i jej nie poznałem. Nie była wytapetowana jak większość dziewczyn. Nie miała spódniczki, która równie dobrze mogłaby być majtkami. Wyglądała dziewczęco, uroczo, ale też pociągająco. Nie wstydziła się mnie pouczyć, żebym zatkał buzię. To dziwne, bo zazwyczaj ciskała we mnie błyskawicami, a wczoraj uśmiechała się tak pięknie, że za taki uśmiech mógłbym poświęcić naprawdę wiele. Później jednak pojawiła się w niej niepewność. Nie podobało mi się to. Z jej oczu zniknęły uradowane iskierki, a pojawił się strach. Byłem jednak pewny, że, gdy zobaczy gdzie ją zabieram to się ucieszy. Gdy się już teleportowaliśmy i zobaczyła, że jesteśmy w jakimś zaułku zaczęła wrzeszczeć, że jestem jakimś "chorym zboczeńcem". Puściłem to mimo uszu i zarzuciłęm ją sobie na ramię. Ważyła tyle co nic. Wierzgała, ale nie dała rady moim mięśnią. Śmieszyły mnie jej nieudolne próby drapania, szczypania i wrzeszczenia na mnie. 
Gdy byliśmy już u celu jej oczy spowrotem zaczęły błyszczeć ze szczęścia i niedowierzenia. Uśmiech nie schodził jej z twarzy. Mieliśmy bilety na wszystkie atrakcje. Bawiliśmy się wspaniale. Śmialiśmy się, ale i kłóciliśmy. Ale nie były to kłótnie, które mogły urazić drugiego. To raczej było takie droczenie się, ze sobą. 
Poszliśmy do jakiegoś tunelu i płyneliśmy łódką. Powiedziałęm jej co się ostatniego wieczoru wydarzyło. Oswajała się z tym. Później spytałem się jej czy zaczniemy od początku . Zgodziła się. Gdy powiedziała, że i tak będzie mi dokuczać wrzuciłem ją do wody. Krzyczałem i nic. Nagle zamarłem, a co jak coś się jej stało? A jeśli nie umie pływać? A jeśli walnęła się o jakiś kamień? Ale nie, ona nagle wypłynęła wywróciła łódkę i krzyknęła, że gonię. Nie zdążyłem, jej dogonić, bo wypłyneliśmy na światło dzienne. Jakiś staruszek się z nas śmiał i powiedział, że zajmię się łódką. Ona wciągnęła mnie do toalety wysuczyła, dała buziaka i zniknęła.
 Czułem się jak w kinie. Jakbym nie wspominał tylko oglądał jakiś film. Nie poznaję siebie. Dobra zmieniłem się, ale żeby odrazu tak się zachowywać? Ona na mnie za mocno działa. To się musi zmienić.
Moje rozmyślania  przerwał stukot do okna. Zobaczyłem małą sówkę. Otworzyłem list, w którym było zaproszenie.



Cześć Malfoy!
Zapraszam Cię na urodziny Rudej
dziś o 18 u Blaisa.

~Granger

Ps.Masz zaproszenie tylko dlatego, że Blaisa chciał.
Zachowuj się! Masz ubrać się na czerwono, bądź czarno!


-Chyba los mi sprzyja- powiedziałem na głos. W mojej głowie zaczął tworzyć się plan jak spowrotem zbudować miedzy mną, a nią mur, który ostatnimi czasy się nieco pokruszył.


~~~~~~~~~~~~~


Gdy się teleportowałam zasnęłam odrazu ze zmęczenia. Z rana odwiedził mnie Blaisa i poinnformował mnie żebym wysłała też zaproszenia do Pansy, Teo i Malfoy'a. Wykąpałam się, ubrałam w krótkie spodenki i bluzkę na krótki rękawek i włosy uczesałam w warkocza. Znalazłam w biurku pióro, które samo pisze i zaczęłam dyktować zaproszenia. Miedzy innymi zaproszeni byli; Ja, Blaise, Malfoy, Pansy, Teo, Harry, Fred, George, Charlie, Percy, Bill i musiałam zaprosić też Ronalda ( ponieważ mimo wszystko jest to jej brat) Luna, Seamus, Katie, Colin, Neville, Angelina, Lee, Dean, Oliver, Cormac i kilka osób z Ravenclawu i Hufflepuffu. W sumie było około czterdziestu osób. Wziełam wszystkie zaproszenia i teleportowałam się do Hogesmade. Najpierw udałam się do poczty i powysyłałam wszystkie zaproszenia. Napisałam dodatkowe dla Logana i zapytałam czy zna jakiegoś DJ'a. Chciałam żeby muzyką zajął się DJ, bo tak będzie najlepiej.
Gdy już wszystkie sowy z zaproszeniami odleciały udałam się do jubilera. Kupiłam Ginny srebną bransoletkę z malutkimi czerwonymi kryształkami. W domu miałam też dla niej kupioną mp4, którą tak bardzo chciała.
Wyszłam przed sklep i już się miałam teleportować, gdy usłyszałam czyjś krzyk. Jak to ja zakradłam się pocichutku do jakiegoś zaułka. Zobaczyłam Dafne Grenngrass i Igora Karkarow. Jednego z poszukiwanych śmierciożerców. Rzucał się do niej o coś. Wyjełam różdżkę (tak w razie potrzeby) i przysłuchiwałam się dalej wymianie zdań.
-Zdradziłaś nas, wydałaś! Jesteś zwykłą suką!- krzyczał  Karkow.
-Nigdy nie byłam z wami! A suką to jest Twoja plugawa żona! Pieprzy się z wszystkimi za Twoimi plecami, a Ty tego nie widzisz! Naiwny, głupi śmierciożerca!
Karkow nie wytrzymał i rzucił na Grenngrass Crucio. Zaczęła się wić z bólu. Nie wytrzymałam wyskoczyłam i rzuciłam Expelliarmus w jego stronę. Patrzył się na mnie jak sparaliżowany. Jednak nie minęło kilka sekund, a rzucił się na mnie z pięściami. Nie zdążyłam zareagować i dostałam z pięści w brzuch kilka razy. Różdżka leżała za daleko mnie. "No to trzeba wykorzystać własną siłę jak uczył mnie kolega ostatnich wakacji" pomyślałam. Walłam go z pięści w nos, później w krocze i w brzuch. Podniósł się i walnął mnie w głowę. Ledwo stałam na nogach. Zaczął mnie dusić. Złączyłam ręce i walłam go w zgięcia łokcia. Odpuścił, ale zaraz potem znów mnie złapał. Nie miałam już siły. Krew nie dopływała mi do mózgu. Nie miałam czym oddychać. Nagle Karkow opadł nieprzytomny na ziemię, a Grenngrass trzymała w ręce różdżkę. Zaczęłam łapczywie łapać powietrze. Powoli odzyskiwałam trzeźwość myślenia. Krew zaczęła normalnie płynąć. Mózg był już dotleniony. Uzdrowiłam się kilkoma prostymi zaklęciami i wszystko było ok.
W tym czasie Dafne wezwała aurorów. Podała mi różdżkę.
-Dzięki Granger, gdyby nie Ty leżałabym tu martwa i zgwałcona. Dlaczego to zrobiłaś? Przecież mnie nienawidzisz- Grenngrass patrzyła się na mnie z niezrozumieniem w oczach.
-Wiesz mówią mi, że moja odwaga to głupota, ale ja poprostu walcze i pomagam tym co na to zasługują- powiedziałam i dodałam- Przepraszam brak czasu, do zobaczenia.
Usłyszałam jeszcze ciche "do zoba" i sie teleportowałam do siebie. Zostawiłam przent dla Ginny i zobaczyłam małą sówkę.



Hej Miona!
Znam dobrego DJ'a  i będzie dzisiaj mógł być.
Ja też będę.

~Logan



Uśmiechnęłam się i napisałam krótki liścik do Rudej, że idziemy dzisiaj o 18 na imprezkę do pubu. Teleportowałam się do Blaisa. Czekali tam na mnie Harry i Diabeł. Ściany na dzisiejszy dzień były czerwone i wystruj bazował na czerwonym i czarnym. Jak narazie chłopaki pokazali mi parkiet i miejsce dla Dj'a w jednym z pokoi (Blaisa miał równie dużą rezydencję, a nawet i większą od Malfoya), w drugim pokoju był barek z jedzeniem i piciem. Niestety były tylko dwie czerwone sofy i 3 stoły.
-Co tak mało tych sof i stolików?- zapytałam.
-Nie było więcej czerwonych- wzruszył ramionami Blaise.
-A od czego jest magia?- mrugnęłam- Geminio!- i teraz w pokoju znajdowało się 5 duplikatów sof i 6 stołów, więc w sumie było 7 sof i 8 stołów.
-Nieźle Granger.
-Co jeszcze macie?
-No to chyba starczy?- powiedział Harry niepewnie.
-Zero wyobraźni- skwitowałam.
Rozwaliłam ścianę między "jadalnią", a parkietem i jeszcze jedną gdzie miała być "bawialnia". Widząc zmartwioną jak i złą twarz Blaise dodałam, że za 24 godziny wszystko będzie spowrotem takie samo.
W bawialni był wielki dywan, który za pomocą zaklęcia "spongity" zamieniłam w wielką trampolinę. Za pomocą jeszcze kilku zaklęć dorobiłam; wielką czerwoną zjeżdżalnię, która kończyła się paszczą wiewiórki, fontannę z czekoladą, zrobiłam też miejsce na zabawę w "Gargulki" i "Eksplodującego durnia". Teraz wszystko prezentowało się rewelacyjnie. Parkiet był wyśrodkowany, po lewej była ta jadalnia, a po prawej bawialnia.
-Wow- tylko to wyrwało się z ust chłopaków.
-Dobra ja spadam, bo zbliża się 17- i już mnie nie było.
Wziełam prysznic i podeszłam do szafy, gdzie miałam już naszykowaną czerwono krwistą sukienkę. Była do połowy ud. Miała jeszcze czarny kołnierzyk i paseczek z kokardką. Ubrałam do tego czerwone szpilki. Zrobiłam kreskę eyelinerem, pomalowałam rzęsy i do tego czerwona szminka na usta. Włosy związałam w eleganckiego koka, z którego kilka pasm włosów wylatywało. Całość prezentowała się rewelacyjnie.
Była za osiem 18, więc wziełam prezent dla Ginny i teleportowałam się do niej.
Zapukałam do drzwi Nory i otworzyła mi Pani Weasley.
-Witaj Hermionko, Ginny jest na górze i jeszcze się szykuje, a chłopcy są już na imprezie- powiedziała mama Rudej i puściła mi oczko.
-Pójdę jej pomóc- powiedziałam i pobiegłam do pokoju Rudej- Hej Gin- podeszłam i dałam jej buziaka.
-Hej Mionka
-No więc z okazji Twoich urodzin życzę Ci; dużo szczęscia, pomyślności, żebyśmy były przyjaciółkami na całe życie i żeby nic nas nie rozdzieliło, więcej radości, mniej smutku, więcej odpałów, żebyś wytrzymała z Blaisem jak najdłużej, żebyście byli szczęśliwi i żeby on traktował Cię jak księżniczkę i ogólnie spełnienia marzeń! Kocham Cię!- dałam jej buziaka, przytuliłam i podarowałam prezent.
-Herm dziękuje, ale nie było trzeba, to Cie musiało kosztować fortunę.
-Oj Gin, dla Ciebie wszystko kochana, a teraz chodź trzeba Cie przygotować.
-Ale ja jestem przygotowana- patrzyła na mnie skołowoana Wiewiórka.
-A ubrałabyś dla mnie tą czerwoną sukienkę, którą ostatnio sobie kupiłaś?- spytałam i zrobiłam oczka proszącego pieska.
-Oj no dobra, ale nie patrz się tak na mnie!
Teraz Gin, ubierała się w czerwoną koronkową sukienkę z dekoltem i wycięciem na plecach gdzie były 3 kokardy. Ubrała czarne szpilki i poprawiła jeszcze włosy, które dziś wyprostowała. Śięgały jej aż po tyłek. Makijaż miała mocniejszy, ale wyglądała pięknie.
-I jak?- zapytała.
-Bosko, a teraz chodź- chwyciłam ją za rękę, Wybiegłyśmy przed jej dom i teleportowałam nas do Blaisa.
-Myślałam, że idziemy same- zatrzymała mnie podejrzliwie Ruda.
-Bo idziemy, tylko zapomniałam czegoś od Diabła- powiedziałam i szłam dalej, lecz zatrzymała mnie Gin.
-Miona, co Ty kombinujesz?
-Wezmę tylko to co zostawiłam i idziemy na imprezę.
-A co zostawiłaś?
-Ja?- nie wiedziałam co powiedzieć więc wyszło pierwsze co mi na język weszło- klucze!
-Klucze?
-Tak, klucze- mówiłam bardzo powoli zastanawiając się co powiedzieć dalej- Blaise mówił, że znalazł ostatnio moje klucze i żebym po nie wpadła w wolnej chwili.
-Ok, więc chodźmy- patrzyła się na mnie podejrzliwie przez cały czas.
Nie chciałam jej okłamywać, ale to miała być niespodzianka, a cel uświęca środki. Weszłyśmy do rezydencji Zabiniego, a gdy przekroczyłyśmy próg usłyszałyśmy głośne "Niespodzianka!". Wszyscy byli poubierani na czerwono tak jak było w zaproszeniach. Dziewczyny w sukienkach, bądź spódnicach. Mężczyźni w czerwone marynarki, kamizelki, szelki, spodnie, bluzki. Jedna wielka "Ognistość".
Gin patrzyła się na wszystkich uradowana i przyjmowała prezenty i życzenia. Gdy wszyscy już ją uściskali, podeszła do mnie i powiedziała.
-Klucze Miona, klucze!?
Wzruszyłam ramionami i zaczęłam się wraz z nią śmiać.
-A tak wogóle ta zjeżdżalnia wygląda genialnie! Ogólnie tu jest bosko!- cieszyła się młoda latorośl Weasleyów.
-Też tak sądze.
 Zaraz po tym została wzięta, do tańca przez Blaisa, a ja podeszłam do baru. Nie dane mi było jednak się czegoś napić.
-Zatańczysz- zapytał Logan.
Skinęłam głową i poszliśmy na parkiet.
-Dobrego DJ'a znalazłeś- powiedziałam.
-A dziękuje- skończyła się piosenka i zaczęła lecieć jaka wolna melodia- jeszcze jedna?
-Ok.


~~~~~~~~~~~~~


Miałem na sobie czarne spodnie, bluzkę i czerwoną marynarkę. Tańczyłem właśnie z Pansy, która ubrana była w czerwoną jedwabną sukienkę, w której bardzo dobrze się reprezentowała. Szukałem wzrokiem osoby, która działała na moje zmysły. Zobaczyłem ją z jakimś znajomym chłopakiem. Tańczyli przytuleni do siebie i się uśmiechali. Prychnęłem głośno. Czarna to chyba zobaczyła, bo się odezwała.
-Co jest Draco? Czyżby znów Granger zaprzątała Twoją głowę?
-Ona nigdy nie była w mojej głowie inaczej nazywana niż "szlama", więc odwal się Parkinson- byłem zły, że ktoś zauważył, że patrzę na Granger.
-Malfoy, kiedy przestaniesz patrzeć na ten status? Przecież wojna się już skończyła!
-Ale szlama zawsze pozostanie szlamą.
-Tak samo jak dupek, dupkiem!- Parkinson była wściekła. Mimo pozorów jakie kiedyś sprawiała, nie lubiła, gdy mówiłem do kogoś "szlama"- Pogadamy jak zmienisz nastawienie- dopowiedziała i zostawiła mnie na parkiecie samego.
Podeszłem do baru i zamówiłem Ognistą. Widziałem już Czarną jak tańczy z Potterem. Gdy mnie zobaczyła przybliżyła się do niego jeszcze bardziej i zaczęła coś mu szeptać i rozmawiać z nim. Przestałem się patrzeć na nią, bo zauważyłem, jak Granger powoli zbliża się w stronę baru, tzn. w moją stronę.
-Cześć Malfoy- powiedziała i się uśmiechnęła tak słodko jak wczoraj. Wziełem się w garść trzeba zacząć odbudowę muru.
-Cześć szlamciu- powiedziałem najbardziej jadowitym głosem jakim umiałem.
-Myślałem, że zaczynamy od początku- widziałem zdziwienie jak i smutek na jej twarzy.
-To źle myślałaś. Jesteś tylko nic nie wartą szlamą, a ja jestem arystokratą, po co miałbym się z Tobą zadawać? Wiedz, że Twoje miejsce jest na podłodze, tam gdzie lądują wszystkie szmaty- mówiąć to pchnąłem ją na podłegę.
Wstała i otarła niewidzialny kurz.
-Wolę być szlamą, ale za to z sercem, niż bezuczuciowym potworem, który uważa się kogoś lepszego- mówiła to ze spokojem. Widziałem łzy w jej oczach, które powstrzymywała. W gardle stanęła mi gula przez, którą nie mogłem nic powiedzieć. Myślałem, że będzie się wściekać i mnie uderzy, a ona w tym czasie powiedziała to spokojnie i odeszła.
Zobaczyłem ją po drugiej stronie baru jak gada z Nottem. Musiałem odreagować. Chwyciłem jakąs laskę, która stała najbliżej i wziąłem ją na parkiet.


~~~~~~~~~~~~~


Nie mogłam uwierzyć w to jak w jeden dzień zmienił się Malfoy. W sumie to czego ja oczekiwałam? Że będzie się teraz zachowywać jak przykładny książę? Byłam taka naiwna! Dałam się zwieść jego pozorom. Teraz obściskiwał się z jakąś dziewczyną, w której rozpoznałam Padmę Patil. Skoro on tak pogrywa, to dlaczego ja bym nie miała? Nie wiem co mną teraz targa, ale mam ochotę utrzeć nosa temu nadętemu arystokracie od siedmiu boleści.
-Hej Teo, idziemy tańczyć?- zapytałam uśmiechając się najpiękniej jak umiałam.
-Przed chwilą się o to Ciebie pytałem. Oj Miona rozkojażona jesteś.
Spłonęłam rumieńcem. Tak się zamyśliłam, że zapomniałam, że rozmawialiśmy razem.
-Przepraszam.
-Nie masz za co. Chodź puszczają teraz jakieś smęty, ale poprzytulać się można- powiedział i mrugnął do mnie.
Nie bałam się go. Wręcz przeciwnie czułam w nim takie wsparcie. Tak jakby jego ciało dawało mi nadzieję, że wszystko będzie dobrze. Przylgnęłam do niego jeszcze bliżej, wtulając się w jego tors. Przetańczyliśmy tak pare piosenek w ciszy. W ciszy, która nam nie przeszkadzała. Nie myślałam o Malfoy, który był w pobliżu. Skupiłam się na ramionach mężczyzny, które otulały mnie jakby chroniąc przed złem.
Zmęczeni podeszliśmy do baru. Wypiliśmy butelkę Ognistej i poszliśmy na zjeżdżalnię i trampolinę. Bawiliśmy się jak małe dzieci. Nagle DJ zorganizował karaoke. Postanowiłam, że zaśpiewam wkońcu mam dosyć ładny głos. Zamówiłam piosenkę "Bezczel- nie umiemy żyć ze sobą". Uwielbiam ją.
Opisuję parę ludzi, którzy bez siebie nie istnieją. Taka prawdziwa miłość, która trwa mimo wszystko. Bo razem ciężko żyć, osobno źle.
Zaczęłam śpiewać nagle moje oczy zatrzymały sie na stalowych tęczówkach, które teraz wpatrywały się we mnie z zainteresowaniem, a nie z pogardą. Słowa same wypływały z mojego gardła i jakby wędrowały ku niemu.


"Coraz bardziej jestem pewien, że los dobrze nas zaprowadził.

Nie możemy istnieć bez siebie jak bez nocy dzień,
Jak bez ciemności światłość, jak bez życia śmierć,
Wiem, że rany na sercu przeze mnie zadane się goją powoli
I wiem, że to boli, Ty jesteś moją ostoją i chociaż nasze życia
To walka dwóch różnych światów
Moje życie bez Ciebie byłoby jak ogród bez kwiatów,
Ja czasami przy Tobie czuję się jak niemowa,
Bo w słowniku nie ma takich pięknych słów, żeby Cię zdefiniować 
I nawet wszystkie razem wzięte komplementy świata 
Są za brzydkie, żeby kogoś takiego nimi oplatać.



Pomimo mych wad wciąż mnie kochasz bezgranicznie,

Jesteś jak rzadki kwiat w ogrodzie botanicznym,
Tak wiele bym dał, by wymazać wszystkie krzywdy
Te złe wspomnienia stłamsić gdzieś, a zostawić te najlepsze.



Choć wiem, że ciężko uwierzyć w niektóre rzeczy co mówię.

Wiem, że trudno wymazać przykre wspomnienia
Są bolesne jak spacer na boso po rozżarzonych kamieniach,
Choć nie raz nie doceniam, jakie mnie szczęście spotkało,
Przetańczyć z Tobą noc całą chcę, dla mnie jeszcze to mało,




Za każdym razem rozchodzimy się, by do siebie wracać,

Jeszcze zanim się skończy kłótnia ja już chcę Cie przepraszać.
Mam trudny charakter i jestem tego świadom,



Jeszcze będzie czas, zobaczysz odwróci się karta,

Każdy dobry człowiek w życiu w końcu musi mieć farta,
Jeszcze będzie dobrze uwierz, ja to wiem
I czuję, że zakochuję się w Tobie z dnia na dzień
Coraz mocniej, pójdziemy na spacer, usiądziemy w cień
Będzie tak cudownie, jakby to był tylko piękny sen,
Jesteś dla mnie jak tlen do życia potrzebna,
Nawet wtedy, kiedy bywasz dla mnie taka wredna.
Jesteś jedynym przyjacielem, który nigdy nie zawiódł mnie,





Pomimo mych wad wciąż mnie kochasz bezgranicznie,

Jesteś jak rzadki kwiat w ogrodzie botanicznym,
Tak wiele bym dał, by wymazać wszystkie krzywdy
Te złe wspomnienia stłamsić gdzieś, a zostawić te najlepsze."


Kawałki zwrotek tak jakby przemawiały do mnie i do niego. Takie dziwne uczucie, które mnie zatapiało w jego oczach. Zeszłam ze sceny słysząc oklaski i zdziwnienie. Wkońcu pokazałam coś o czym inni nie wiedzieli.
Teraz na scenę wszedł Malfoy. Zamówił piosenkę "Ed Sheeran- Thing Out Loud". Znałam ją, bo ogólnie lubie tego wykonawcę. Zaczął śpiewać. Miał taki aksamitny głos. Czarował nim. Śpiewał niczym anioł.Wychwyciłam jego wzrok, który wpatrywał się prosto we mnie. Jego piosenka, była jakby odpowiedzią na moją.



"*Myślę o tym, jak

Ludzie zakochują się tajemniczymi sposobami
Może tylko przez dotyk dłoni
Ja, ja, zakochuję się w Tobie każdego dnia
I po prostu chcę ci powiedzieć, że jestem



Więc skarbie, teraz
Weź mnie w swoje kochające ramiona
Pocałuj mnie w świetle tysiąca gwiazd
Połóż swoją głowę na moim bijącym sercu
Głośno myślę
Może znaleźliśmy miłość właśnie tu, gdzie jesteśmy




Kiedy moje włosy odejdą i moja pamięć zblednie
a tłumy nie będą pamiętać mojego imienia
Kiedy moje dłonie nie będą grać na strunach w ten sam sposób
Czy ciągle będziesz kochać mnie tak samo?



Bo kochanie, Twoja dusza
Może nigdy się nie zestarzeć
Jest wiecznie zielona
Kochanie, Twój uśmiech jest na zawsze w moich myślach i pamięci



Myślę o tym, jak
Ludzie zakochują się tajemniczymi sposobami
Może to wszystko jest częścią planu
Ciągle będę robić te same błędy
Mając nadzieję, że zrozumiesz



Kochanie, teraz (oooooh)
Weź mnie w swoje kochające ramiona
Pocałuj mnie w świetle tysiąca gwiazd
Połóż swoją głowę na moim bijącym sercu
Głośno myślę
Może znaleźliśmy miłość właśnie tu, gdzie jesteśmy (ohh ohh)"


Został nagrodzony salwą oklasów. Wpatrywał się jeszcze przez chwilę moje oczy i zeszedł ze sceny. Widziałam, że idzie w moją stronę. Uciekłam. Wpadłam na jakiś taras i oparłam się o werandę. Nikogo w pobliżu nie było. Można było spokojnie pomyśleć.
Jak bardzo się pomyliłam. Po chwili obok mnie pojawił się Malfoy. Oparł się nonszlancko o barierkę i wpatrywał się we mnie.
Zdenerwowało mnie to. Bo jak on śmie? Najpierw mówi żebyśmy zaczeli od początku. Dzień później wyzywa mnie od szlam, a kilka godzin później zachowuje się tak?! Szczyt chamstwa.
-Czego tu chcesz?- warknęłam.
-Granger wrzuć na luz, co się tak wnerwiasz?
-Czego się wnerwiam?! Zachowujesz się jak jakiś kretyn! Najpierw chcesz zacząć od początku, póżniej zachowujesz się tak jak kiedyś, a następnie do mnie śpiewasz?!- nerwy mi coraz bardziej puszczały.
On stał taki spokojny i nic go nie ruszało.
-Przecież to było na żarty.
-Dobra w takim razie Ty nadal jesteś tym samym jebanym arystokratą, a ja szlamą, możesz już iść!
Patrzył na mnie w osłupieniu, ale po chwili się zreflektował.
-Dobra, jak chcesz. Nara- ostatnie słowo wręcz wysyczał.
W co on pogrywa? Nie wytrzymałam zaczęłam płakać. Za dużo wrażeń jak na dwa dni. Skuliłam się i płakałam. Znalazła mnie Parkinson.
-Czemu płaczesz Miona?
Nie wiem czy to przez alkohol, czy przez bezradność i chęć wygadania się komuś, wygadałam się jej. O dziwo zrozumiała mnie.
-Pomogę Ci się zemścić. Należy mu się. Niech wkońcu zobaczy jak to jest. Ale Ty też mi musisz w czymś pomóc.
-W czym?- zapytałam zaciekawiona.
-Bo ja.. no, bo.. Harry- plątała się.
-On Ci się podoba- bardziej stwierdziłam niż zapytałam.
-Może troszkę- powiedziała zarumieniona.
-Nie ma sprawy, pogadam z nim przy najbliższej okazji- puściłam jej oczko- Aaa, więc mamy umowę?
-Tak, a teraz chodź po Notta, bo to on nam pomoże. A ja będę mogła się przekonać czy mam rację.
-W jakiej sprawie?
-Aaa... nieważne!- była lekko zmieszana i skryta, ale puściłam jej zachowanie, bo chciałam się zemścić- No więc chodź!



~~~~~~~~~~

*Piosenka jest odrazu przetłumaczona na język polski.

niedziela, 29 czerwca 2014

Rozdział V



"Im smutek głębiej drąży waszą istotę,
tym więcej możecie pomieścić radości."




Wyszłem przed klub i teleportowałem się wraz z nią do do mojego domu. Było po 3 w nocy, moja matka już spała. Zaniosłem ją do swojego pokoju i położyłem na łóżku. Poszłem do szafy i wyciągnąłem swoją koszulę. Ściągłem z niej sukienkę, a to co zobaczyłem odebrało mi mowę. Jej piersi były naturalnie piękne, brzuch dosyć płaski, więc pewnie ćwiczyła. Na dłużej zatrzymałem się na jej brzuchu. Kolo pępka było znamię, w kształcie połowy serca. Nie było wielkie, ale wiedziałem, że jest to połowa serca. Skąd? Mam takie samo, a to znaczy, że.. Granger ma coś ze mną wspólnego! Eggh! To dziwne. Założyłem jej szybko swoją koszulę i poszedłem wziąść prysznic, żeby zmyć smutki. Po 15 minutach założyłem czystą bieliznę i wyszedłem z łazienki. Już miałem się udać do pokoju gościnnego, gdy usłyszałem głośne "Aaaaaaaaa!" ,a później szloch. 
-Dobrze, że mam pokój wyciszony zaklęciem, bo matka, by na zawał padła- powiedziałem i udałem się na łóżko gdzie już teraz siedziała płacząca Granger- Co jest?
-Kolejny koszmar, znowu z rodzicami- zapłakała jeszcze głośniej.
I co ja mam zrobić? Nie umiem pocieszać! Zazwyczaj, gdy dziewczyna płakała to ją całowałem, ale to jest Granger! Nie to żebym nie chciał pocałować jej malinowych ust, ale to nie takie proste. Chociaż i tak jest jeszcze pijana, więc jutro tego, by nie pamiętała. Westchnąłem i ją przytuliłem, gdy nie było słychać już płaczu i dziewczyna się nie telepała, powiedziałem;
-Dobra Granger, teraz idź znowu spać, bo ja też się chce wyspać- już wstawałem żeby odchodzić, gdy złapała mnie za nadgarstek.
-Zostań- wychrypiała, a widząc ją w tym stanie nie mogłem odmówić. 
Położyłem się koło niej, a ona wtuliła się w mój nagi tors. Uśmiechnąłem się, gdy doszedł do mnie zapach jej perfum. Pachniała orchideeami. Z błogim uśmiechem na ustach zasnęłem.


~~~~~~~~

Gdy się obudziłam nie byłam nie byłam u siebie w pokoju. Zobaczyłam blondyna, który smacznie spał. Najwidoczniej musiałam wczoraj za dużo się napić, czego dowodem była moja pulsująca z bólu głowa. Nagle wpadłam na pomysł. Znalazłam różdżkę Draco i powiedziałam;
-Accio eliksir na kaca, pióro, pergamin.
Wszystko natychmiast do mnie przyleciało. Najpierw wypiłam zbawiający eliksir, a następnie napisałam;


Malfoy!
Nie wiem co się wczoraj stało, ale nie chciałam
Cię budzić. Spotkajmy się, więc o
17 w Trzech Miotłach.
Odpisz odrazu jak się obudzisz.

~Granger

Ps.Mam u Cb dług wdzięczności za przenocowanie.


Zostawiłam kartkę na jego biurku nocnym i się teleportowałam do swojego domu. 
Szłam w kierunku kuchni, ale zatrzymało mnie kolejne szarpnięcie. Przeszedł mnie dreszcz. Myślałam, że to znowu, któryś ze Śmierciożerców. Gdy obróciłam się w stronę sprawcy, pożałowałam, że nie jest to żaden z popleczników Czarnego Pana, bo osoba, która stała przedmną była o wiele groźniejsza. Otóż ową osobą, była panna Weasley, która ciskała teraz we mnie błyskawicami. Burza nadeszla szybciej niż myślałam.
-Hermiono Jean Granger! Gdzieś Ty się podziewała! Czemuś Ty okłamała mnie i Harrego?! Czemu..- tutaj przerwała i uważnie na mnie spojrzała- I co Ty wogóle masz na sobie?!
-O kurwa!- przeklęłam siarczyście. Najwidoczniej "wielkoduszny" Malfoy musiał przebrać mnie w jego koszulę żeby mi się lepiej spało. Chwila to znaczy, że moja sukienka jest u niego, a co najważniejsze widział mnie pół nagą! Ja sobie dzisiaj z nim porozmawiam. Moje rozmyślania przerwało chrząknięcie Rudej- No, bo wiesz  Ginny.. -wszystko jej opowiedziałam, wspominając również o tym spotkaniu dzisiajszym, które mam odbyć z Malfoyem. Obiecałam jej, że jeśli będę wszystko wiedzieć to jej powiem. Dzięki temu udało mi się udobruchać Gin. Jeszcze chwilę pogadałyśmy po czym Wiewiórka teleportowała się, bo pani Weasley organizowała dzisiaj obiadokolację dla jej rodzinny, więc musiała jej pomóc.
Poszłam wziąść szybki prysznic i się pozbyć zapachu Malfoya, który wsiąknęłam przez jego koszulkę. Nie to żeby mi przeszkadzał, bo pachniał tak, tak kusząco. Tak jak narcyz. Haha! Jest Narcyzem, więc używa perfumów z narcyzami! Zabawne dobranie. Gdy się wykąpałam wzięłam 2 kartki. Na obu tekst był taki sam, tylko zmieniły się imiona.


Witaj Harry/Blaise!
Za dwa dni urodziny Rudej. 
Spotkajmy się za godzinkę w Dziurawym Kotle żeby 
obgadać imprezkę.

~Hermiona


Ubrałam się w czerwoną rozkloszowaną spódniczkę, czarną bluzkę na ramioczka oraz czarne koturny. Włosy zaczesałam w wysokiego kucyka i zrobiłam delikatny makijaż. W torebkę wpakowałam telefon i portfel. Założyłam czarne okulary na głowę. Poczytałam przez chwilę książkę i teleportowałam się na miejsce spotkania. 
Gdy weszłam do środka zobaczyłam Harrego, który trzymał mi miejsce. Po 10 minutach zjawił się też Blaise.
-Wiecie chłopcy po co tu jesteśmy?- skineli zgodnie głowami. Pomyśleć jak się wszyscy zmienili. Jak moi przyjaciele i wrogowie się zmienili. Jak ja sama się zmieniłam. Przerwałam swoje myśli i zaczęłam prowadzić z nimi żywą konwersację.
Po kilku kłótniach i wyzwiskach doszliśmy do tego, że zorganizujemy imprezę w domu Blaise'a. A jego matka będzie wtedy u pani Malfoy. Harry zajmie się dekoracjami mają być "ogniste", ja zajmę się listą gości i muzyką, a Blaise alkoholem i jedzeniem.
Dochodziła już 17, więc zostawiłam chłopaków samych, którzy stwierdzili, że sobie jeszcze trochę popiją. Wyszłam na zewnątrz słońce grzało bardzo mocno, więc założyłam okulary na oczy i  ruszyłam w stronę Trzech Mioteł gdzie miał czekać na mnie Malfoy.


~~~~~~~~~~~




Wstałem po 14. Jakie było moje zaskoczenie, gdy nie zobaczyłem kasztanowłosej dziewczyny. Jej orchideowe perfumy nadal unosiły się w moim pokoju. Westchnąłem. Co ta dziewczyna ze mną robi!? Wredny, drań, który nie przepuściłby seksu, jeżeli dziewczyna spała, by u niego. A ja? Poprostu z nią spałem! Nic więcej. Miałem taką okazję, wkońcu była pijana i nie zrobiłem nic. Nawet jej nie namawiałem. Co się ze mną dzieje!? "Zależy Ci na niej"- powiedział jakiś głosik w mojej głowie.
-A weź się wal!- krzyknąłem sam do siebie. Zirytowany swoją postawą poszłem o dziwo wziąść kąpiel w wannie, a zazwyczaj biorę szybki prysznic i nie pozwalam sobie na takie rozluźnienie.
Po ponad godzinie wyszłem wypoczęty i rześki. Zauważyłem jakąs kartkę na szafce nocnej zapewne od brązowookiej. Przeczytałem ją, a treść była krótka. Chciała żebym spotkał się z nią w Trzech Miotłach i powiedział jej co się tam działo. Plus mam u niej dług wdzięczności. Uśmiechnąłem się wrednie. To będą dobre wakacje.
Owiniety w ręcznik zeszłem do kuchni. Mojej matki nie było. Zawołałem skrzata żeby zrobił mi spaghetti. Po 20 minutach było gotowe. Zjadłem wszystko i poszłem się ubrać. Ubrałem dżinsowe spodenki do kolan i bluzke na krótki rękaw w kolorze brzoskwiniowym z jakimiś napisami. Ułożyłem jeszcze włosy i teleportowałem się do Hogesmade.
Była za dwadzieścia, siedemnasta. Ruszyłem w stronę Trzech Mioteł. Kupiłem dwa piwa kremowe w butelkach. Podłapali to od mugoli i postanowili, że będą teraz tak sprzedawać. Co okazało się hitem! Usiadłem przy stoliku i czekałem na Granger.
Wpatrywałem się w ludzi, którzy wchodzili przez drzwi. Większość osób było mi dosyć znanych. To z Hogwartu, to z imprez, to z jakichś innych okazji. Nagle weszła dziewczyna, której nie poznałem.
 Była ubrana w czerwoną spódnice, czarną bluzkę i tego samego koloru wysokie buty. Miała długie nogi, zgrabną figurę i była zaokrąglona tam gdzie trzeba. Twarz miała zasłoniętą przez okulary przeciwsłoneczne, które w tej właśnie chwili zdjęła.
Okazało się, że to była Granger. Nie rozpoznałem jej! Szła w moim kierunku i się uwodzicielsko uśmiechała.
-Zatkaj buźkę, Malfoy- podeszła do mnie i ruchem ręki zatkała mi ją po czym dodała- Wiem, że jestem taka piękna, że nie możesz przestać się na mnie patrzeć, ale starczy jak narazie.
Prychnęłem poirytowany. Od kiedy ona jest taka pewna siebie?
-Granger od kiedy Ty taka skromna?- spytałem sarkastycznie.
-Zawsze jestem skromna- odpowiedziała i wystawiła mi język.
Pokiwałem głową z lekkim uśmiechem.
-Dobra, chodź idziemy się przejść.
-Wole tu posiedzieć.
-To od kogo się dowiesz co się wczoraj działo?- miałem to czego ona chciała, byłem wygrany.
-Dowiem się od Blaise'a.
-Jego nie było u mnie w domu.
Uśmiechnąłem się kpiąco, już wygrałem. Patrzyła na mnie zażenowana, a ja uśmiechałem się mściwie. Sprawiało mi wiele przyjemności, gdy droczyłem się z tą mała gryfoneczką. Ojj dużo się zmieniło od odejścia Voldemorta.
-Och! Dobra chodź!- była zła, bo wyszło na moje. Podałem jej butelkę kremowego piwa i wyszliśmy na zewnątrz.
-To gdzie idziemy?- zapytała.
-Daj mi rękę- odpwiedziałem.
Popatrzyła na mnie jak na idiotę- Oj no zaufaj mi!
-Tobie Malfoy, czy Ty siebie słyszysz?!
-Tak Granger, mi!
Nadal patrzyła się jak na debila. Wiedziałem, że nie poda mi tej ręki, chyba, że...
-Granger dawaj łapę, bo nie powiem Ci nic!
Zastanawiła się przez chwilę, po czym z westchnięciem rezygnacji podała mi dłoń.
Teleportowałem się z nią do jakiegoś zaułku.
-Serio Malfoy!? Chciałeś mnie zwieść do jakiegoś zaułku?!- krzyczała.
Przewróciłem oczami. Ponieważ nadal miałem jej dłoń pociągłem ją wzdłuż ulicy. Opierała się przez jakiś czas i krzyczała, ale po chwili musiała stwierdzić, że to nie ma sensu, bo przestała.
-Gdzie Ty ze mną Malfoy idzie...- nie dokończyła, bo naszym oczą ukazało się wielkie wesołe miasteczko- Nie wierze!
-To uwierz.
Patrzyłem jak na jej twarzy gości piękny, szczery uśmiech. Był niesamowity. Mógłbym wpatrywać się w niego przez długi czas. Był taki prawdziwy.
-Dlaczego..- znów nie dokończyła, bo jej bezczelnie przerwałem.
-..nie powiedziałem Ci gdzie chcę Cie zabrać?- potwierdzająco pokiwała głową- Chciałem Cię zaskoczyć. Pokazać, że nawet wredny, drań ma inne oblicze.
-Dlaczego chciałeś mi to pokazać?- dopytywała się.
W sumie dlaczego ja chciałem? Gdy tak na nią czekałem to jakoś samo wpadło mi do głowy.
-Dawno nie byłem w wesołym miasteczku- odparłem pierwsze co mi na język przyszło.
-No prosze Draco Malfoy i MUGOLSKIE wesołe miasteczko!
Wybuchła śmiechem. Na ten dźwięk nawet ja się lekko uśmiechnąłem.
-Dobra chodź już, a nie tak stoimy na środku- odparłem- Dziś ja stawiam.
Popatrzyła na mnie trochę nieswojo, ale pokiwała głową na znak zgody.
Podeszłem do biletera i nakupiłem bilety na wszystkie atrakcje. I tak przez ponad trzy godzinny zwiedziliśmy: młyńskie koło, kolejkę "śmierci", lustrzane pomieszczenie, "Smoczą jamę" gdzie mieli nas nastraszyć, "ufo", które kręciło się ciągle w kółko, dmuchańce i poszliśmy na paintball. Został nam jeszcze "romantyczny rejs" gdzie mieliśmy płynąć jedną łódką SAMI przez 2km tunel, który jest oświetlony tylko przez kilka lampek żeby dać tan "klimat". Opowiedziałem Granger wszystko co wydarzyło się wczorajszego dnia-nocy. W każdym razie wszystko co pamiętałem.
Nastała między nami cisza. Nagle wpadłem na pewien pomysł.
-Co Ty na to żeby zacząć od początku?
-Hymm.. ok- powiedziała- Cześć, jestem Hemiona Granger, uczę się w Hogwarcie. Jestem czarodziejką nieczystej krwi i mieszkam w Gryffinforze.
-Część, jestem Draco Malfoy, uczę się w tej samej szkole co Ty. Pochodzę z arystokratycznej rodziny i jestem ze Slytherinu.
-Ale i tak będę Ci dokuczać- powiedziała i wybuchła śmiechem.
-Ja Tobie też- wysapałem i wrzuciłem ją do wody.
Zacząłem się śmiać, ale, gdy po kilku chwilach nie wypływała zacząłem się bać.
-Granger! Granger!- krzyczałem i NIC- Granger do cholery!
I wtedy moja łódka się przewróciła i przy mnie znalazła się kasztanowłosa.
-Masz za swoje!- krzyknęła i zaczęła się śmiać po czym dodała "gonisz" i zaczęła szybko płynąć do przodku.
-Hahahahhaha złapie Cię!
Zdążyłem ją złapać tuż przed wyjściem z tunelu.
-Gdzie wasza łódka!?- krzyknął jakiś pracownik, ale gdy zobaczył nas zaczął się śmiać- Pierwszy raz mamy tu taką parę.
Śmiał się, ale pomógł też nam wyjść z wody.
-Ja się zajmę łódką, a wy idźcie się wysuszyć- dodał starszy męźczyzna, któremu uśmiech nie schodził z twarzy.
-Dziękujemy- powiedziała promiennie Hermiona i poszła razem ze mną do toalety. Ściślej mówiąc wciągnęła mnie do damskiej. Użyliśmy zaklęcia wysuszającego i po chwili byliśmy już suchutcy.
-To był miły dzień, Malfoy. Dziękuje- powiedziała po czym dała mi buziaka w policzek i się teleportowała.
Patrzyłem chwilę w miejsce, gdzie jeszcze przed chwilą była. Czułem jej perfumy i dotyk jej ust. Jej delikatnych malinowych ust. Z cichym westchnięciem poszłem w jej ślady i teleportowałem się do domu.








poniedziałek, 23 czerwca 2014

Rozdział IV



"Zbyt okropne, by o tym w ogóle myśleć,
i zbyt straszne, by zapomnieć."




 Obudziłam się o 7.49 źle spałam. Śnili mi się rodzice. Najpierw oglądałam z nimi telewizję i się śmiałam, później była już tylko ciemność. Ruda jeszcze smacznie spała i nie miałam serca jej budzić. Postanowiłam, że pójdę nam zrobić śniadanie. 
Pokój gościnny był jak nowy. Nie mam pojęcia kto go posprzątał, ale zapewne był to Harry. Żadnej krwi, żadnych zadrapań, ale jednego nie mógł się pozbyć. Moich wspomnień. Rozpłakałam się z bezsilności. Podkurczyłam nogi pod brodę i zaczęłam cichutko łkać. 
-Miona skarbie nie płacz!- krzyknęła Ginny.
-Przepraszam- wyjąkałam.
Młoda Weasley podeszła do mnie, złapała pod ramie i usiadła ze mną na kanapie.
-Jeśli chcesz Mionka to moge dzisiaj wieczorem z Tobą zostać- powiedziała Wiewiórka.
-Nie trzeba. Masz dzisiaj randkę z Blaisem, nie chcę Ci przeszkadzać.
-Ale ja nie chcę zostawiać Cię samej.
Widziałam, że Ruda nie da mi spokoju, więc wypaliłam bez zastanowienia.
-Nie będe sama.
-A z kim?
-Yyy.. no z Harrym, nie mówiłam Ci?- nie lubiłam jej okłamywać, ale za bardzo się o mnie martwiła.
-Nie- Ruda przez chwile patrzyła się podejrzanie na mnie, ale chyba uznała, że nie kłamie, bo uśmiechnęła się i powiedziała- Dobra, więc chodź idziemy zjeść śniadanie i się przygotować.
Skinęłam tylko głową i po chwili zniknęłyśmy w kuchni robiąc sobie śniadanie. Gdy byłyśmy już najedzone poszłyśmy się ubrać. Ginny ubrała zwykłe czarne rurki i czarną bluzkę. Ja ubrałam czarną koronkową sukienkę, którą kupiłam wraz z mamą napoczątku lata. Spiełam włosy w kucyka, bo tato lubił, gdy byłam w kucyku i poszłam do ich pokoju. Powstrzymałam łzy i ruszyłam na szafkę nocną. Wczorajszego dnia Harry wspomniał mi, że sciągnął medalion mojej mamy, w razie gdybym go zechciała. Złoty Chłopiec dobrze zrobił, za co byłam mu wdzięczna. On jako jedyny dokładnie wiedział jak się czuje. Z tą różnicą, że on nie miał rodziców od dziecka. Życie jest niesprawiedliwe. Westchnęłam i zapięłam sobie medalion na szyji. Wróciłam spowrotem do swojego pokoju, gdzie zastałam przygotowaną Rudą.
-Idziemy?-spytała.
-Chwilke- chwyciłam jeszcze czarne okulary- Teraz już możemy iść.
-Po co Ci okulary?
-Żeby inni nie widzieli moich czerwonych i spuchniętych oczu.
-Oj Miona.. Chodźmy już lepiej.
Wyszłyśmy przed dom i teleportowałyśmy się kilka przecznic dalej. Wyszłyśmy z jakiegoś zaułku i weszłyśmy do kościoła. Było tam już sporo ludzi, większość mugoli. Zostało jeszcze 5 minut do mszy. Poszłam z młodą Weasley do pierwszej ławki gdzie czekał na nas Harry. Ruda zaczęła z nim rozmawiać, a ja? Zignorowałam wszystkich i wszystko wokół mnie. Patrzyłam się tylko na ciała moich rodziców w otwartych trumnach. Pozwoliłam sobie na chwilę zadumy. Wspomnienia wlały się do mojej głowy niczym woda do wanny, a z każdym kolejnym sprawiały mi coraz większy ból. Łzy lały mi się ciurkiem po policzkach, Po kilku minutach przestałam je ścierać. Nie było po co. Przecież to normalne, że, gdy się kogoś straci to się płacze. Co wtedy czułam.. Ból, wściekłość, bezsilność, ale nad tym wszystkim przeważała pustka. Czułam się wewnętrznie rozdarta. Jakby jakiś mały skrzacik wszedł w moje organy, znalazł serce i zaczął drzeć je jak jakieś stare nieużyteczne prześcieradło. Nim się obejrzałam msza minęła. Wyszliśmy na dwór, pochować moich rodziców. Ksiądz pozwolił mi ostatni raz spojrzeć na rodziców i zamknął trumny. Dzień wcześniej powiedział mi żebym napisała pożegnanie, które dzisiaj przeczytam. Popatrzył na mnie dając mi znak, że już pora. Podeszłam do mównicy, rozejrzałam się po obecnych i zaczęłam czytać;


-Chciałabym podziękować wszystkim, którzy w dzisiejszym dniu postanowili opłakiwać stratę moich rodziców. Byli oni dobrymi ludźmi, którzy niczym nie zawinili. Niestety życie nie jest sprawiedliwe. W dalszym ciągu nie moge uwierzyć, że już ich przy mnie nie ma i nie będzie. Nie mogę uwierzyć, że nie będą mnie budzić rano z uśmiechem na ustach. Że nie zaśpiewają mi "Stol lat: na urodzinach. Że nie będą na moim ślubie. Że nie poznają moich dzieci. Że już nigdy więcej nic do mnie nie powiedzą. Przez jeden cholerny wypadek* straciłam ich na zawsze- w tej chwili krzyczałam, zobaczyłam, że ksiądz zbliża się w moją stronę, ale pokazałam mu ręką, że wszystko jest wporządku. Wzięłam kilka wdechów i zaczęłam mówić dalej-  Co to jest śmierć?-zapytałam- Jest to przejście od "jest" do "był". Mimo wszystko miłość jaką oni mnie darzyli i ja ich będzie trwać wiecznie. Bo jak kiedyś powiedział pewien uczony "Żyjemy póki ktoś o nas pamięta"- tymi słowami skąńczyłam swoją wypowiedź.


Zeszłam z mównicy i czekałam, aż rodzice zostaną pochowani. Słyszałam oklaski i podciąganie nosem. Założyłam okluary na nos i czekałam. Po chwili rodzice byli już zakopani. Ludzie podchodzili i rzucali wiązanki kwiatów, bądź zapalali znicze. Później podchodzili do mnie i składali mi wyrazy współczucia. Jakie było moje zdziwnie, gdy zobaczyłam Narcyzę Malfoy.
-Moje kondolencję- powiedziała tylko i odeszła.
Wpatrywałam się przez chwilkę w odchodzącą postać rejestrując co tutaj zaszło. W jej oczach odnalazłam ból? Współczucie? Zawód? i szczerość? Nie zdążyłam się nad tym długo zastanowić, bo zobaczyłam Rona, który zaczął niszczyć znicze. Podleciałam tam szybko i go odepchnęłam. 
-Jak śmiesz suko?!- krzyknął i mnie spoliczkował. 
Złapałam się za pulsujący policzek. Widziałam, że Ginny i Harry biegną mi pomóc. Zatrzymałam ich ruchem ręki i krzyknęłam- Dam sobie rade! A Ty Weasley jeszcze raz skrzywdzisz mnie, bądź kogoś mi bliskiego, a pożałujesz!
-A co taka mała szlama jak Ty może mi zrobić?!
Powoli traciłam cierpliwość.
-Nie chciałbyś się przekonać.
-Owszem, chciałbym. Ale poczekaj! Przecież Ty jesteś tak beznadziejna, że nawet własnych starych nie umiałaś obronić!
Nie wytrzymałam chwyciłam różdźkę i zaczęłam krzyczeć- Expelliarmus!- został rozbrojony. Teraz to sie zacznie zabawa- Levicorpus!- Wieprzlej wisiał teraz głową w dół i szarpał się z bezsilności- Przeproś!
-Nigdy!- krzyknął i napluł na moje nogi.
Niebezpieczne ogniki przeszły przez moje oczy. On nie wie z kim pogrywa.
-Incendo- wypowiedziałam po czym zaczęłam podpalać jego przetłuszczone włosy.
-Zgaś to! Zgaś!- krzyczał.
-Jak sobie życzysz- powiedziałam z drwiną- Aquamenti- teraz strumień wody trafił w jego głowę i już nie płonęła. Po cichu wypowiedziałam ostatnie zaklęcie- Fernukulus- Rudy nic nie usłyszał, ale na drugi dzień jak spojrzy w lustro to się ucieszy. Cała gęba w piekących białych chrostach, które przez najbliższy tydzień mu nie zejdą- Nie pokazuj mi się więcej na oczy i nie obrażaj moich bliskich!
Rudy czerwony jak burak widząć, że każdy się z niego śmieje, teleportował się.
Później było tylko małe kameralne przyjęcie pożegnalne. Chciałam się stamtąd jak najszybciej wynieść. Nikt nie wspominał już historii z Ronem, bo, gdy tylko chciał coś powiedzieć gromiłam go wzrokiem. W domu byłam dopiero po 18. Odrazu jak tylko weszłam rzuciłam się w pokoju na łóżko.
-Musze odreagować- powiedziałam na głos.
Wpadłam na genialny pomysł. Wzięłam kawałek kartki i napisałam;


Hej Logan!
Twoja propozycja odnośnie klubu nadal aktualna?
Jeśli tak to chodź dzisiaj ze mną o 20.30 do "Demona"

~H. Granger



Przywiązałam kartkę do nóżki sówki i wypuściłam ją przez okno. Wiedziałam, że się zgodzi, więc poszłam się wykąpać. Gdy weszłam do wanny i zanurzyłam się w wodzie, wszystkie moje zmartwienia zniknęły. Po 19 byłam już orzeźwiona i wypoczęta. Gdy wyszłam z łazienki czekała na mnie sówka z odpowiedzią.


Przykro mi, ale dzisiaj nie mogę.
Problemy rodzinne. Jeśli chcesz to możemy się jutro wybrać 
i wtedy Ci wszystko opowiem.

~Logan Henderson



 Byłam rozczarowana, bo nastawiłam się na odreagowanie. Postanowiłam jednak, że i tak wybiorę się do tego klubu. Ubrałam szmaragdową rozkloszowaną u dołu sukienkę z dekoltem, zielone szpili i do tego złoty medalion mamy. Włosy rozpuściłam i lekko podkręciłam. Usta pomalowałam czerwoną szminką, a oczy lekko podkreśliłam eylinerem. Makijaż nie był zbyt mocny, poprostu podkreślał to co musiał. Całość prezentowała się olśniewająco. 
Ponieważ klub był mugolski teleportowałam się do pobliskiej ślepej uliczki. Czekałam chwile w kolejce, pokazałam dowód i mnie wpuścili. W środku było dużo miejsca i wszystko było gustownie ozdobione. Podeszłam do baru, usiadłam na krześle i poprosiłam drinka. Piłam już chyba 3 kiedy ktoś się do mnie dosiadł. Dosyć wysoki, przystojny szatyn z czarnymi oczami, które śmiały się do wszystkich. Wydawał mi się znajomy, więc bez owijania w bawełne zapytałam.
-Znamy się?
-Tak, Granger- powiedział "nieznajomy" chłopak. Głos wydawał mi się znajomy. Zaczęłam szukać w głowie podobnego. I nagle wpadłam!
-To Ty Nott?
-Ja, Granger- uśmiechał się szelmowsko.
-Zmieniłeś się przez ten rok- powiedziałam gapiąc się ciągle na niego.
-Ty również.
-Na lepsze czy gorsze- zażartowałam.
-Gorzej już być nie mogło.
-Ej no! Dzięki!
-Żartowałem przecież- zaczął się śmiać- Wyładniałaś, a co do charakteru to jeszcze nie wiem- rzucił i puścił mi oczko- Idziesz potańczyć czy zalewasz się w trupa?
-Idę- dzięki niemu w pare minut zdążył mi sie poprawić humor. Tańczyliśmy niepewnie, przyzwyczając się do siebie. Po kilku piosenkach tańczyliśmy jakbyśmy znali się od dawna. Śmialiśmy się, wygłupialiśmy i świetnie bawiliśmy. Zmęczeni poszliśmy się napić.
-Zmieniłaś się całkowicie na lepsze- odpowiedział zdyszany, uśmiechając się.
-Ty też- wysapałam i wypiłam całą szklankę Ognistej naraz.
-Ej spokojnie, bo sie udławisz- zaśmiał się.
Już mu miałam odpowiedzieć, gdy przybył do niego patronus (wydra) z następującą wiadomością;

Hej stary!
Szykuj się, idziemy z Pans do "Demona"
Widzimy się o 23.

~Draco

Szybko wypowiedział "Expecto Patronum" i pojawił się jego patronus piękny tygrys. 
-Powiedz mu, że już tu jestem i niech mnie szuka z pewną uroczą i piękną szatynką- powiedział do patronusa, po czym ten zniknął.
-No Teo- dałam mu buziaka w policzek i dopowiedziałam- ja już się zbieram, bo nie bardzo chcę dzisiaj konfrontacji z Malfoyem- dopowiedziałam i już odchodziłam, gdy złapał mnie za rękę.
-Poczekaj, jeśli się będziesz, źle bawić, to wtedy pójdziesz, ok?- zapytał z błagalnym spojrzeniem.
-Oj no dobrze- powiedziałam wkońcu.
Poszliśmy do baru się jeszcze napić.


~~~~~~~~~~~



 -Pans, zbieraj się zaraz się teleportujemy!- krzyknąłem. 
-Już kończe!
Czekałem na nią w jej domu, bo sam byłem już wyszykowany. Ciekawiło mnie z kim jest tam Nott, bo najczęśniej sam chodzi do klubów, bądź ze mną, Pans i Blaisem.
-Możemy iść- moje rozmyślania przerwała Pans. Była ubrana w ładną krwistoczerwoną sukienkę do połowy uda i miała na sobie czerwone szpilki. Wyglądała bardzo pociągająco, ale to była tylko przyjaciółka.
-Ślicznie wyglądasz- zagadałem.
-Ty też niczego sobie.
Teleportowaliśmy się nieopodal klubu. 
Zobaczyłem Teo przy barze obok tej tajemniczej szatynki. Rozpoznałem w niej Granger! Wyglądała pięknie w szmaragdzie. Na chwilę przystanąłem. Pans zrobiła to samo co ja widząc Gryfonkę. Podeszliśmy do nich.
-Siemasz Nott- powiedziałem- gdzie ta urocza szatynka, bo ja tu widze tylko Granger- powiedziałem i uśmiechnąłem się cwanie.
-Siema Smoku, ja mówiłem o Hermionie- powiedział, a sama wspomniana już się miała odzywać, gdy Pansy się jej wtrąciła.
-Dracusiu- powiedziała uśmiechając się perfidnie, bo wiedziała, że nie lubił tego przezwiska- Nie kłam szczęka Ci opadła, gdy zobaczyłeś Granger- powiedziała, po czym wszyscy się ze mnie śmiali- Pansy, dla przyjaciół Czarna- dopowiedziała podając rękę pani-wiem-to-wszystko.
-Hermiona, dla przyjaciół Miona.
Obie zaczęly gadać i pić. Dołączyłem się wraz z Teo. Przez dłuższy czas już piliśmy i wkońcu Pansy z Nottem poszli tańczyć. Zostałem sam z Granger.
-Przykro mi z powodu..- nie dała mi dokończyć.
-Prosze Cie przyszłam się tu bawić, a nie zadręczać- nie wiedziałem co mam powiedzieć, więc siedziałem cicho i piłem ognistą.
Z głośnika zaczął lecieć "Pezet-nieważne".
-Uwielbiam to!- krzyknęła- Chodź tańczyć Malfoy!
-Granger spasuj z tym alkoholem.
-No prosze- zrobiła do mnie błagalne oczka i nie byłem w stanie jej odmówić. Ja Draco Malfoy! Co się dzieje z tym światem.
-Dobra chodź- powiedziałem i chwyciłem ją za rękę.
Gdy dotarliśmy na parkiet Granger zarzuciła mi swoje ręce na szyję. Nie ukrywajmy było mi przyjemnie, ale nikt poza mną nie musiał o tym wiedzieć. Gryfonka tańczyła ocierając się o moje ciało. W pewnym momencie spojrzała w moje oczy, a z głośnika wypłynął tekst, który zapadnie mi w głowie na długi czas.
"Gdy patrze w Twoje oczy, może wciąż jestem naiwny. Lecz, gdy patrze w nie czuje, że minie wszystko co jest złe."
-Dokładnie tak czuje- szepnęła i się osunęła prosto w moje ramiona.
Wystraszyłem się, że coś jej się stało. Gdy sprawdzałem jej puls wszystko było wporządku, a okazało się, że dziewczyna tylko śpi.
-Trzeba ją stąd zabrać- powiedziałem sam do siebie.
Wzięłem ją na ręce i zacząłem szukać Czarną lub Teo. Nigdzie ich nie było.
Nie wiedziałem co mam teraz zrobić. Nie wiem gdzie ona mieszka. Jest zalana w trzy dupy i do tego tak słodko śpi.
-Cholera Granger!- wysapałem zły na samego siebie.
Wyszłem przed klub i teleportowałem się wraz z nią do...


~~~~~~~~~~~~~~
A gdzię się teleportował Draco w następnym rozdziale ;)
*Gdy rodzice Hermi zostali zabici przez Bellatrix, Harry upozorował wypadek. Wszyscy mugole myślą, że
Państwo Granger trafili autem w drzewo.






Liebster Award




Nominacja od Vik. A. jedynej osoby, która czyta mojego bloga. Dziękuje, że dajesz
mi wsparcie poprzez komentarze i, że wogóle chcę Ci się czytać. Oraz dziękuję
za nominację.



1. Co uważasz za najważniejsze w życiu?

-Dla mnie najważniejsze w życiu to mieć kochającą rodzinę, przyjaciół. 
Mieć pasję i się w niej spełniać.
Dążyć do celu.
2. Czy to Twój pierwszy blog?

-Pierwszy, ale sądze, że nie ostatni.
3. Jeśli pamiętasz to napisz jaki był Twój pierwszy przeczytany blog o tematyce Dramione?

- http://wbrew-woli.blog.onet.pl/ <--- to jest mój pierwszy przeczytany blog dzięki, któremu zaczęło się to całe szaleństwo na punkcie Dramione.
4. Ulubiony kolor?

 -Niebieski i zielony.

5. Czego za żadne skarby świata byś nie zjadła?

-Człowieka
6. Wierzysz w miłość od pierwszego wejrzenia?
-Wierzę choć takiej jeszcze nie przeżyłam. Może nie będzie mi to dane, ale nie
zwątpie w to, że ona istnieje.

7. Co jest Twoim ulubionym zajęciem?

-Lubie biegać.
Uwielbiam leżeć na hamaku i słuchać muzyki.
Uwielbiam pisać i snuć jakieś niewyobrażone historyjki.
Kocham poprostu doszukiwać się w zwykłych rzeczach czegoś magicznego. 
8. Jesteś duszą towarzystwa czy raczej samotnikiem?

-Bardzo dużo osób mówi mi, że jestem optymistką i, że zawsze daje wsparcie. Że jestem
 duszą towarzystwa. Jednak mało osób wie o tym, że nie zawsze wszystko widzę
w takich "kolorowych barwach". Przejechałam się już na "przyjaciołach", więc jestem
teraz skryta, a, że moja wrażliwość daje się we znaki,  prawie wogóle nie ufam.
Jednak i tak wszyscy widzą te pozory, które im przedstwiam. Dlatego lubie
pisać, bo to pomaga mi się odstresować. A co do samotnika to lubie czasami
poprostu pobyć sama, przemyśleć wszystko. 
Nie jestem w 100% ani duszą towarzystwa, ani samotnikiem. Jestem takim "pomiędzy".
9. Co robisz, gdy brakuje Ci weny?

-Idę na spacer ze słuchawkami. Włączam muzykę i myślę nad problemami  żeby "oczyścić" umysł. Rozglądam się dookoła, próbując dostrzec coś co mi może pomóc.
Najczęściej są to poprostu zwykłe rzeczy. Najczęściej przyroda. Uwielbiam tak poprostu
patrzeć na strumyk bądź las.

10. Jaką sławną osobę podziwiasz i za co?

-Nie podziwiam jakoś sławnych osób, bo uważam, że czasami więcej może
nas nauczyć chociażby jakiś biedak niż ktoś sławny, który nie widzi 
nic prócz czubka własnego nosa. Oczywiście są  wyjątki.
11. Typ wymarzonego chłopaka? 

-Mój wymarzony chłopak jest dosyć wysoki. Ma niebieskie oczy. Jeśli się w nie patrzy
nie widzi się nic poza nimi. Hipnotyzują. Ma delikatną opaleniznę. Może być i blondynem i szatynem. Piękny uśmiech. 
Bystry, zabawny, uparty. Szarmancki, romantyk z wyobraźnią.
Żeby potrafił mnie obronić. Żeby nie podnosił ręki na kobiety.
Żeby traktował mnie jak księżniczkę. Żeby przy kolegach nie zmieniał się na dupka.
Żeby umiał mnie rozśmieszyć nawet jak będę smutna.
Żeby nie widział nikogo poza mną i żeby zawsze był <3



Nominuję;

1.http://istnienie-dramione.blogspot.com/
2.http://dramione-gdy-jestesmy-sami.blogspot.com/
3.http://nowy-hogwart.blogspot.com/
4.http://dramione-milosc-przez-glupote.blogspot.com/p/spis-tresci.html



Wasze pytania:

1.Dlaczego akurat tematyka "Dramione"?
2.Jakie jest Twoje marzenie z dzieciństwa?
3.Kim chcesz zostać w przyszłości?/Lub kim jesteś?
4.Opisz siebie w 3 słowach. Uzasadnij.
5.Czym jest dla Ciebie miłość?
6.Czy poświęciłbyś/abyś własne życie dla drugiej połówki?
7.Co Cię podkusiło, by założyć bloga?
8. Jakie masz lęki?
9.Do jakiej osoby z książki "Harry Potter"  jest Ci najbliżej?
10. Jaki jest Twój ulubiony cytat?
11.Twoje motto brzmi : ...